Na dobry początek rządzenia
Media nie mówią dzisiaj praktycznie o niczym innym jak tylko o pierwszym dniu pracy sejmu obecnej kadencji. Dziennikarze z lubością pokazują twarze zagubionych „żółtodziobów”, którzy nie wiedzą jeszcze dokładnie gdzie znajduje się główna sala obrad, a gdzie sala kolumnowa. Jedna ze stacji zauważyła jednak coś ciekawego: niemal każdy z nich już wie, gdzie znajduje się sejmowa restauracja.

Oczywiście w tym, że poseł czy senator wie gdzie można coś zjeść nie ma nic zdrożnego. Wszak poseł (co może wydawać się nieprawdopodobne) też jest człowiekiem i od czasu do czasu musi się posilić i wypić kieliszek dobrego trunku sprowadzonego przez sklep wina specjalnie dla primus inter pares polskiego społeczeństwa. Szczególnie zaś w pierwszych dniach należy się spodziewać tego, że posłowie i senatorzy będą tego typu miejsca odwiedzać bardzo chętnie. Po pierwsze dlatego, że w kuluarach można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, a po drugie dlatego, że trzeba nawiązać jakieś kontakty. Nic zaś tak nie jednoczy ludzi jak głód. Może i społeczeństwo powinno sięgnąć po jakiś trunek i wznieść toast z nadzieją, że może ta kadencja coś zmieni. Jeśli podobny toast wzniesie trzydzieści i parę milionów osób, to może coś z tego wyjdzie.
Podobne: